
Minęło już ponad 30 lat od ponownego ustanowienia wolności gospodarczej w Polsce. Od tego momentu jako wspólnota ekonomiczna cały czas – raz szybciej, raz wolniej – rozwijamy naszą gospodarkę. Ledwie 15 lat po tym wydarzeniu, w 2004 r. Polska i jej młoda gospodarka wstąpiły do Unii Europejskiej. Celem wspólnego rynku europejskiego było zmniejszenie dysproporcji pomiędzy najmniej i najbardziej zamożnymi krajami Europy. Cel ten niestety nie został osiągnięty. Pomimo dużych osiągnieć Polaków na światowych rynkach, w Polsce – zupełnie na odwrót, niż na Zachodzie – ciągle brakuje rodzimych, polskich firm globalnych, które wpływałyby na rozwój gospodarczy naszego kraju i przyczyniałyby się do osiągania wyższych zarobków przez nas wszystkich.
Jakie są tego przyczyny?
Żyjemy w świecie, w którym konkurencja globalna prowadzona jest nie tylko wysoką jakością produktu, dobrą dystrybucją, czy też lepszą komunikacją z klientami, ale także za pomocą systemu prawnego danego kraju. Wysokiej jakości prawo to wielka przewaga konkurencyjna. Inne kraje z tej przewagi regularnie korzystają – nadszedł czas, aby i Polska z tego zaczęła korzystać.W warunkach globalizacji obserwujemy silne tendencje konsolidacyjne w każdej branży. Globalizacja oznacza skrócenie łańcucha dostępu do klientów końcowych, standaryzacja a potem homogenizacja produktu i sposobu obsługi klienta. To przekłada się na korzyści skali w produkcji, korzyści skali w dystrybucji, korzyści skali w logistyce a także w finansowaniu biznesu. Oszczędności na tak wielu etapach powodują, że w centrali firmy kumuluje się zysk.
Popatrzymy przez chwilę na krajowe podwórko, i na duże biznesy będące podstawą aortowych zależności. Polskie firmy na naszym rynku co do zasady już nie konkurują z innymi lokalnymi firmami – to, co zaprząta ich uwagę to rywalizacja z globalnymi graczami w swojej branży na swoim rynku. Analogicznie sytuacja wygląda w przypadku przedsiębiorstw niemieckich czy francuskich, gdy mowa o ich działaniu na rodzimych rynkach.
Inpost nie rywalizuje z żadną inną polską firmą tylko z usługami Amazona i globalnych kurierów, rywalizacja z Pocztą Polską to przeszłość. Allegro, które dominując w Polsce nie może skutecznie przebić się za granicą – na lokalnym rynku może obawiać się rosnącego udziału Aliexpress, wchodzącego na rynek Shopee, czy właśnie Amazona. Realną konkurencją eobuwia jest Zalando, a nie jakikolwiek podobny polski biznes. Dino raczej nie przejmuje się kondycją Polomarketu, dużo bardziej działaniami Lidla, Biedronki czy Eurocashu. Również Polkomtel walczy z globalnymi graczami. We wszystkich przytoczonych powyżej przypadkach, polscy przedsiębiorcy osiągają wymierne sukcesy na rodzimym rynku nie posiadając jednak perspektyw intensywnego wzrostu. Z kolei a na rynkach zagranicznych brak im potencjału do skutecznej konkurencji. Podobna sytuacja występuje na rynku farmaceutycznym – obecność globalnych graczy rośnie, liczba polskich firm takich jak Polfa, Jelfa i Herbapol jest minimalna, a szanse na triumf zagraniczny- ograniczone.
Pomimo sporego rynku zbytu, coraz lepiej wykształconych i ciężko pracujących obywateli, polskie przedsiębiorstwa nie potrafią przeskoczyć w łańcuchu wartości.
Czy Polska jest skazana na przegraną w wyścigu o lepszy byt swoich obywateli i rodzimych firm?
Po kolei…
W latach 1989-1991 zmienił się w Polsce ustrój polityczny i nastał wolnorynkowy kapitalizm. Może się wydawać, że skoro w Polsce funkcjonuje zasada wolnego rynku, to przedsiębiorcy mogą postępować w dowolny sposób. Istnieje jednak szereg regulacji prawnych wprowadzających wyjątki od tej zasady. Część z tych wyjątków jest intuicyjna – dla wszystkich jest np. oczywiste, że pewnych grup towarów nie można sprzedawać osobom nieletnim. Pomimo tego, że taka zasada stanowi oczywiste ograniczenie wolnego rynku, uznaje się ją za naturalny element gospodarki, akceptując wynikające z niej ograniczenia możliwości działania przedsiębiorców. Istnieją jednak takie regulacje, których sposób działania – a niekiedy nawet istnienie – nie są aż tak intuicyjne. Umykają one świadomości społecznej pomimo tego, że ich istnienie i działanie wpływają niebagatelnie na otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą, w niektórych aspektach formując podstawowe zasady jej działania.
Zakazane praktyki
Dzisiaj wiele polskich rodzimych firm prowadząc działalność zarówno na rynku polskim jak i europejskim konkuruje z dużo większymi od siebie zagranicznymi koncernami. Rynkowi giganci nierzadko posiadają na rynku europejskim tzw. pozycję dominującą, a to oznacza, że nie mogą jej nadużywać, czyli stosować praktyk rynkowych, które mają na celu ograniczenie konkurencji i wyeliminowanie z rynku mniejszych konkurentów. Przepisy prawa konkurencji decyzje podejmowane przez Komisję Europejską oraz wyroki wydane przez Trybunał Sprawiedliwości UE wskazują praktyki, które dla takich podmiotów są zakazane. Są to przede wszystkim:
– sprzedaż poniżej kosztów i poświęcanie zysków;
– nieprzejrzysty system rabatowy;
– stosowanie bonusów rocznych;
– stosowanie umów wyłącznościowych zarówno z dostawcami jak i z dystrybutorami;
– nierówne traktowanie partnerów handlowych;
– odmowa sprzedaży produktów.
Dlaczego o tym piszemy?
Dopóki walka pomiędzy konkurentami trwa, klienci mają szansę na niższe ceny. Ale ta walka przecież nie będzie trwała w nieskończoność jeśli jest nierówna, a jeśli zostawimy rynek sam sobie, to w naturalny a nawet naturalistyczny sposób silniejszy pokona słabszego i wprowadzi nowy porządek nie oglądając się na nikogo, biorąc monopolistyczne lenno.
W interesie wolnego rynku i konsumentów nie jest krótkowzroczna radość z niższych cen „tu i teraz, a po nas choćby potop”, tylko mechanizm równoważenia szans, poprzez ograniczenia nałożone na podmioty posiadające pozycję dominującą.
Jakie działania należy zatem podejmować w przypadku, gdy duży konkurent na rynku nie tylko okazuje się mieć pozycję dominującą, ale jeszcze w dodatku jej nadużywa?
Samo posiadanie pozycji dominującej ani podejmowanie działań zmierzających do jej uzyskania nie jest zakazane. Zabronione jest natomiast nadużywanie tej pozycji. Zazwyczaj najlepszym rozwiązaniem jest w takim przypadku powiadomienie o tym instytucji, która zajmuje się ochroną konkurencji w danym kraju. W Polsce instytucją tą jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Może się jednak zdarzyć , że nadużywanie pozycji dominującej będzie miało miejsce w kilku krajach Unii Europejskiej, a nawet na całym jej terenie. W takiej sytuacji organem właściwym do rozpatrzenia sprawy może okazać się Komisja Europejska. Organ antymonopolowy ma szerokie pole działania – może prowadzić samodzielne badania rynkowe, zorganizować nalot połączony z przeszukaniem biur firmy dominującej, nałożyć na firmę dominującą zobowiązania do określonych działań, a nawet wysokie kary – liczone jako procent od obrotu firmy nadużywającej pozycji dominującej. W tym miejscu u części przedsiębiorców może się zrodzić wątpliwość: to dobrze, że nieuczciwa firma zostanie ukarana, ale czy to bezpośrednio wpłynie na sytuację mojej firmy? Odpowiedź jest po dwakroć pozytywna. Po pierwsze – firma nadużywająca pozycji dominującej zostanie zmuszona do zaprzestania swoich niezgodnych z prawem działań. Sam ten fakt powinien dać nieco wytchnienia jej konkurentom, którzy jak dotąd byli „gnębieni” nieuczciwymi praktykami. Po drugie – każdy, kto został poszkodowany działaniem firmy dominującej, może ubiegać się o odszkodowanie. Dzięki niedawnym zmianom w prawie jeżeli odpowiedni organ ochrony konkurencji wcześniej przesądzi, że firma dominująca złamało prawo i nadużyła swojej pozycji, dochodzenie odszkodowania stanie się bardzo ułatwione od strony praktycznej.
Jeśli Państwo konkurują z dominantem, to powinniście wiedzieć, że powyższe praktyki mogą być dla niego niedozwolone.